Ta zapomniana przyprawa to naturalne „maggi” do rosołu. Stosowały ją nasze babcie

Ta zapomniana przyprawa to naturalne „maggi” do rosołu. Stosowały ją nasze babcie

Dodano: 
Rosół w garnku
Rosół w garnku Źródło: Pixabay / guvo59
Niewielki dodatek, a robi ogromną różnicę – lubczyk potrafi całkowicie odmienić smak tradycyjnego rosołu i nadać mu głębię, którą wielu z nas pamięta z dzieciństwa.

Przyznajmy szczerze, że większość z nas próbuje odtworzyć smak rosołu z dzieciństwa, ale zazwyczaj kończymy, dolewając do garnka Maggi albo wrzucając kostkę bulionową. Niby wiemy, że to głównie sól i glutaminian sodu, którego w popularnych przyprawach w płynie potrafi być nawet kilkanaście procent, ale bez tego zupa wydaje się po prostu mdła. Problem polega na tym, że szukamy ratunku w chemii, zamiast przypomnieć sobie o jednej roślinie, którą kiedyś każda babcia miała pod płotem. Chodzi o lubczyk. To właśnie on jest tym „sekretnym składnikiem”, który nadaje wywarowi głęboki, niemal mięsny aromat bez konieczności sypania soli kilogramami.

Jakie właściwości ma lubczyk?

Sklepowe koncentraty smaku to droga na skróty, która przy okazji funduje nam potężną dawkę sodu, co jest prostą drogą do zatrzymywania wody w organizmie i problemów z ciśnieniem. Lubczyk robi dla kubków smakowych dokładnie to samo, ale bez obciążania nerek. Jego profil smakowy to unikalne połączenie selera, anyżu i lekko gorzkiego orzecha. Dodatkowo warto pamiętać o jego wpływie na trawienie. Tłusty niedzielny obiad potrafi długo „leżeć na żołądku”, a zawarte w lubczyku związki terpenowe stymulują wydzielanie żółci, co po prostu pomaga organizmowi szybciej uporać się z ciężkim posiłkiem. Nie jest to żadne cudowne lekarstwo na wszystko, ale stary, sprawdzony sposób zielarski, który realnie działa.

Ile lubczyku dodać?

Z lubczykiem trzeba jednak uważać, bo jest wyjątkowo agresywny i jeśli przesadzimy, rosół zacznie smakować jak lekarstwo, a nie jak domowy obiad. Najlepiej wrzucić maksymalnie dwie lub trzy świeże gałązki pod sam koniec gotowania, mniej więcej na dwadzieścia minut przed wyłączeniem ognia. Co ważne, nie warto obrywać samych liści, bo to właśnie w łodydze kryje się najwięcej aromatu. Jeśli akurat nie mamy dostępu do świeżego ziela, pół łyżeczki suszu na duży, pięciolitrowy garnek w zupełności wystarczy. Dobrym patentem jest też mrożenie posiekanych liści, które zachowują swoje właściwości znacznie lepiej niż te suszone w szafce. Zamiast więc kupować kolejną butelkę chemicznego ekstraktu, lepiej poszukać na bazarku pęczka lubczyku. Różnica w smaku jest tak uderzająca, że po jednym talerzu łatwo zrozumieć, dlaczego kiedyś nikt nie potrzebował sztucznych wzmacniaczy w proszku.

Czytaj też:
Ile można przechowywać jajka ugotowane na twardo? Większość osób będzie mocno zdziwiona
Czytaj też:
Dietetyk na zakupach w Lidlu: „Biorę to w ilościach hurtowych”. Te produkty to hit dla zdrowia

Opracowała:
Źródło: Odżywianie WPROST.pl