Wynik? Choć ta druga faktycznie zawiera więcej pewnej kontrowersyjnej substancji, to paradoksalnie może być lepszym wyborem dla osób dbających o serce. Sprawdź, co dokładnie ląduje w twoim kubku każdego ranka — różnice są większe, niż myślisz.
Kawa rozpuszczalna to naprawdę „chemia”? Ten mit wciąż krąży
Spór o to, która kawa jest „lepsza”, trwa w Polsce od lat. W wielu domach kawa rozpuszczalna wciąż uchodzi za produkt gorszej kategorii – szybki zamiennik dla „prawdziwej” kawy z fusami lub z ekspresu. Najczęściej powtarzany zarzut brzmi: to sama chemia. Problem w tym, że nauka nie bardzo chce to potwierdzić.
Dobrej jakości kawa rozpuszczalna powstaje z normalnych ziaren kawy. Najpierw są one palone i mielone, potem parzone w bardzo skoncentrowany napar, a na końcu z napoju usuwa się wodę — najczęściej metodą liofilizacji. To proces fizyczny polegający na suszeniu, a nie „dosypywaniu chemii”.
W efekcie w słoiku ląduje po prostu wysuszony ekstrakt kawowy. Badania pokazują, że podczas tej obróbki zachowuje się większość cennych polifenoli, czyli przeciwutleniaczy, z których kawa słynie. To jednak nie znaczy, że między obiema wersjami nie ma różnic.
Akrylamid: punkt dla kawy parzonej (ale bez sensacji)
Jedną z nich jest zawartość akrylamidu – związku powstającego podczas intensywnej obróbki cieplnej żywności. Analizy publikowane m.in. w Journal of Food Science wskazują, że kawa rozpuszczalna może zawierać go nawet do dwóch razy więcej niż kawa parzona z mielonych ziaren.
Brzmi groźnie, bo akrylamid w dużych dawkach jest uznawany za substancję potencjalnie rakotwórczą. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) nie wyznaczył bezpiecznej dawki tej substancji, ponieważ uznaje ją za związek genotoksyczny, ale jednocześnie podkreśla, że narażenie z samej kawy jest stosunkowo niewielkie.
W praktyce oznacza to, że przy typowym spożyciu kawa nie jest głównym źródłem akrylamidu w diecie, choć faktycznie kawa parzona wypada tu nieco korzystniej. Zaskoczenie pojawia się dopiero przy kolejnej różnicy, znacznie istotniejszej z punktu widzenia serca.
Cholesterol pod lupą. Tu role się odwracają
Mało kto zdaje sobie sprawę, że sposób parzenia kawy może wpływać na poziom cholesterolu. Chodzi o naturalne związki tłuszczowe obecne w ziarnach — kafestol i kahweol, należące do tzw. diterpenów. Badania przywoływane m.in. przez American Heart Association pokazują, że związki te mogą podnosić poziom cholesterolu LDL, czyli tzw. złego cholesterolu. Kluczowe jest jednak to, w jakiej kawie ich szukamy.
Najwięcej diterpenów znajduje się w kawie niefiltrowanej – czyli takiej parzonej bez papierowego filtra: w szklance, French Pressie czy kawiarce. Fusy nie są wówczas oddzielone, więc związki tłuszczowe swobodnie przechodzą do naparu.
Kawa rozpuszczalna jest tych substancji w praktyce niemal całkowicie pozbawiona, co wynika z procesu filtracji na etapie produkcji. Podobnie zresztą jak kawa filtrowana przez papier. Z punktu widzenia profilu lipidowego może to być istotna różnica – szczególnie dla osób z podwyższonym cholesterolem, nadciśnieniem lub chorobami serca.
Właśnie dlatego w części badań epidemiologicznych (analizy dostępne m.in. w bazie PubMed/NIH) podkreśla się, że to nie sama kawa jest problemem, lecz sposób jej przygotowania.
A co z antyoksydantami? Tu nie ma wyraźnego zwycięzcy
Kawa, niezależnie od formy, pozostaje jednym z głównych źródeł przeciwutleniaczy w diecie Europejczyków. Niektóre badania sugerują, że kawa rozpuszczalna może zawierać nawet nieco więcej związków o działaniu przeciwutleniającym (m.in. kwasu chlorogenowego), które wspierają organizm w neutralizowaniu wolnych rodników. Z drugiej strony kawa świeżo mielona oferuje zwykle bogatszy profil aromatyczny i smakowy, którego proces technologiczny nie jest w stanie w pełni zachować.
Z punktu widzenia zdrowia różnice w zawartości antyoksydantów nie są na tyle duże, by same w sobie przesądzały o wyborze.
Ile kawy dziennie to rozsądna ilość?
Niezależnie od formy, kluczowy pozostaje umiar. EFSA wskazuje, że bezpieczne spożycie kofeiny dla zdrowej osoby dorosłej wynosi do 400 mg dziennie, co zwykle odpowiada około trzem–czterem filiżankom kawy (w zależności od mocy naparu).
W praktyce u większości osób najlepiej sprawdzają się 3 filiżanki dziennie. Większe znaczenie niż forma kawy mają:
- całkowita ilość kofeiny w ciągu dnia,
- indywidualna wrażliwość organizmu,
- pora picia (wieczorem kawa częściej pogarsza sen).
Więc która kawa jest „lepsza”?
Jeśli patrzeć wyłącznie na zdrowie serca i poziom cholesterolu, kawa rozpuszczalna ma istotną przewagę nad niefiltrowaną kawą parzoną bez filtra. Jeśli jednak priorytetem jest minimalizacja akrylamidu i walory smakowe, wtedy lepiej wypada kawa z mielonych ziaren. Najuczciwszy wniosek jest mniej zero-jedynkowy, niż chciałyby nagłówki.
Dla większości zdrowych osób obie wersje mogą być elementem dobrze zbilansowanej diety. Kawa rozpuszczalna nie jest „chemicznym napojem”, a kawa parzona nie jest automatycznie zdrowsza w każdej sytuacji.
Jeśli więc pijesz kawę rozpuszczalną i masz z tego powodu wyrzuty sumienia, możesz je spokojnie odstawić. W jednej ważnej kwestii twój poranny wybór może być dla serca nawet korzystniejszy niż klasyczna kawa bez filtra.
Czytaj też:
Jedna szklanka dziennie i ciśnienie spada w kilka godzin. Ten sok ma potwierdzoną skutecznośćCzytaj też:
Większość Polaków je ją raz w roku. Naukowcy przyznali jej 100/100
