Nie tylko na trawienie. Ten produkt pomaga chronić serce i obniża zły cholesterol
Często możemy znaleźć wiele opinii specjalistów o dobroczynnym działaniu octu jabłkowego na nasze zdrowie. Warto jednak też włączyć do menu ocet balsamiczny, na przykład jako dodatek do sałatek i innych dań. Prawdziwy ocet balsamiczny to w zasadzie skoncentrowany sok z winogron, który latami fermentuje w drewnianych beczkach. To właśnie ten długi proces sprawia, że ocet zyskuje swoje specyficzne właściwości, a nie jest tylko kwaśnym dodatkiem do sałatki.
Ocet balsamiczny reguluje cukier i wspiera trawienie
Jedną z najciekawszych cech, potwierdzoną zresztą w badaniach nad metabolizmem, jest jego wpływ na cukier we krwi. Kwas octowy zawarty w dobrym occie potrafi „oszukać” nieco nasz organizm – sprawia, że węglowodany z posiłku (np. z makaronu czy chleba) są wchłaniane wolniej. Dzięki temu po jedzeniu nie czujemy się tak senni, a organizm nie dostaje nagłego wyrzutu insuliny. To prosty sposób, żeby nieco „odciążyć” trzustkę przy codziennych posiłkach.
Kolejna kwestia to układ krwionośny. Winogrona są pełne polifenoli, czyli naturalnych przeciwutleniaczy. W occie balsamicznym, który dojrzewa przez lata, te związki są bardzo skondensowane. Pomagają one chronić naczynia krwionośne przed stanami zapalnymi i mogą obniżać poziom tzw. złego cholesterolu. Oczywiście nie traktujmy łyżki octu jak lekarstwa na serce, ale w dłuższej perspektywie to bardzo wartościowy element diety.
Jaki ocet balsamiczny wybierać?
Na co trzeba uważać? Na etykiety. Jeśli w składzie widzisz karmel (często pod symbolem E150d) albo syrop glukozowy, to trzymasz w ręku zwykły ocet winny z barwnikiem i cukrem. Taki produkt nie ma tych prozdrowotnych właściwości, a wręcz przeciwnie – dostarcza zbędnych kalorii. Dobry ocet powinien mieć w składzie przede wszystkim „moszcz winogronowy”.
W skrócie: autentyczny ocet balsamiczny to świetny naturalny wspomagacz trawienia i stabilizator cukru. Warto zainwestować w jedną porządną butelkę z krótkim składem zamiast kilku tanich podróbek, bo różnica w tym, jak reaguje na niego nasz żołądek i metabolizm, jest naprawdę odczuwalna.