Masło czy osełka? Wyglądają podobnie, ale skład zdradza ważną różnicę
Masło i osełka na pierwszy rzut oka wyglądają niemal identycznie. Wiele osób wychodzi z założenia, że różnią się jedynie kształtem. Takie myślenie to błąd, bo może dzielić je więcej niż się wydaje. To właśnie te odmienności decydują o tym, które z tych smarowideł jest zdrowsze.
Masło i osełka „pod lupą”
W świetle definicji zamieszczonej w artykule Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Olsztynie masło to „produkt wysokotłuszczowy otrzymywany wyłącznie z mleka w wyniku zmaślania śmietanki pasteryzowanej nie ukwaszonej lub ukwaszonej (śmietany)”, a surowce przeznaczone do wytwarzania smarowidła powinny zawierać co najmniej 25-35 procent tłuszczu. Wyroby, które nie spełniają tych kryteriów nie mogą być określane mianem masła.
Z kolei słowo „osełka” wcale nie jest samodzielną prawną kategorią tłuszczu do smarowania. Opisuje ono jedynie kształt produktu lub stanowi element jego nazwy handlowej. Oznacza to, że pod tym hasłem może kryć się miks tłuszczowy, a nie prawdziwe masło.
Masło czy osełka – co jest zdrowsze?
Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytanie. Wszystko zależy tak naprawdę od składu danego smarowidła. Tłuszcze roślinne są na ogół zdrowsze od ich mlecznego odpowiednika. Zawierają bowiem mniej nasyconych kwasów tłuszczowych. To właśnie te związki mogą szkodzić zdrowiu. Ich nadmiar w diecie podnosi poziom „złego cholesterolu” i sprzyja występowaniu wielu groźnych chorób, między innymi miażdżycy.
Paradoksalnie więc to osełka będąca mieszanką tłuszczów roślinnych może być lepszym wyborem dla organizmu – pod warunkiem że nie zawiera dodatku oleju palmowego oraz koksowego. Dostarczają one bowiem sporych ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Uważaj również na produkty, które mają w składzie utwardzone tłuszcze. Tego typu wyroby są bowiem źródłem izomerów trans. Ich spożycie ma udowodnione negatywne skutki dla organizmu. Nasila stany zapalne tkanek i zaburza pracę wielu narządów.