Nowe produkty wysokobiałkowe pojawiają się jak grzyby po deszczu. To już nie są niszowe wyroby dla kulturystów, bo zainteresowanych nimi jest coraz więcej osób. Według raportu Agencji Streetcom już w ubiegłym roku 88% badanych twierdziło, że przynajmniej raz kupiło dla siebie dowolny produkt wzbogacony białkiem.
Produkty wysokobiałkowe to szeroka kategoria
Do najpopularniejszych wyrobów należy proteinowy nabiał, między innymi jogurty, serki i puddingi, a za nim są gotowe przekąski, takie jak batony oraz napoje wzbogacane w kluczowy składnik. Takiej żywności jest jednak więcej, co wynika z definicji produktu wysokobiałkowego. W UE można można umieścić takie oznaczenie na jego opakowaniu, jeśli zapewnia co najmniej 20% energii w postaci białka. Natomiast „źródło białka” dostarcza co najmniej 12 procent kalorii z tego składnika.
Jest to więc bardzo szeroka kategoria. Mówił o tym dietetyk Damian Parol w nagraniu opublikowanym w swoich mediach społecznościowych. Jego zdaniem niektóre z takich produktów „pozwalają łatwo i wygodnie uzupełnić białko w ciągu dnia”. Dzięki wzbogaceniu w białko mają bowiem lepsze proporcje makroskładników (a więc także tłuszczów i węglowodanów). Jednak niektóre z tych wyrobów zapewniają jedynie nieco więcej białka niż ich tradycyjne odpowiedniki. Według dr Parola nie zawsze są warte swojej ceny. Tu wskazał na wysokobiałkową mozzarellę czy serek wiejski.
Te wysokobiałkowe produkty poleca dietetyk
Nie wszystkie takie wyroby zawierają białko dodane. W przypadku żółtych serów taki skład zazwyczaj uzyskuje się inaczej – poprzez użycie chudego mleka. Jak wspomniał ekspert, są one dostępne na stałe i stanowią dobry wybór w diecie.
Nie tylko mają więcej białka, ale mają też mniej tłuszczu, w tym szczególnie nasyconych kwasów tłuszczowych, oraz nierzadko mniej soli, więc są zdrowszą alternatywą. Tutaj na wyróżnienie zasługują takie marki, jak Ryki, Sierpc, Lidlowy Pilos – wymieniła dr Parol.
Warto wiedzieć, że w podobny sposób powstają tak samo oznaczone twarogi. Bez dodawania białka robi się ponadto klasyczny skyr, choć w niektórych składach pojawiają się białka mleczne. Inną „perełką” jest znany od lat Bieluch, dostępny teraz w wersji niskotłuszczowej.
Jeśli natomiast chodzi o produkty roślinne, zdaniem dietetyka ciekawą opcją „wege” są wysokobiałkowe mleka sojowe. Bezcukrowe napoje z tych nasion należą do najbogatszych w białko mleczek roślinnych, bo ich skład jest wzorowany ma mleku krowim. Białko sojowe zapewnia wszystkie niezbędne aminokwasy i ma wysoką wartość odżywczą. Natomiast absolutnym roślinnym hitem białkowym, a przy tym naturalnym, jest tempeh. Coraz lepiej dostępne sojowe „mięso” powstaje poprzez fermentację nasion i w 100 g zawiera około 20 g lub więcej białka.
Te proteinowe wyroby są przereklamowane
Definicja prawna produktu wysokobiałkowego pozwala producentom tworzyć różne składy, niekoniecznie korzystne. Tu dr Damian Parol wskazał na wyroby słodzone, których także nie brakuje na sklepowych półkach.
Tuż obok mamy lody, batoniki czy czekolady high protein, które lepiej lub gorzej udają, że nie są słodyczami, a gdzieś tam pomiędzy wysokobiałkowym nabiałem a wysokobiałkowymi słodyczami są puddingi proteinowe – wyjaśnił ekspert.
Natomiast już „niemal skamem”, czyli oszustwem, można określić według niego wysokobiałkowe płatki śniadaniowe. Nie stanowią one wcale lepszej opcji w diecie. I choć sam sięga po wyroby „high protein”, a nawet takie słodycze, ostrzega przed „zwykłym naciąganiem i oszukiwaniem klientów”.
Są nadal wysokoprzetworzonymi płatkami śniadaniowymi, ale zostały „upudrowane” dodatkiem niskiej jakości białka w postaci glutenu i mają dosłownie kilka gramów więcej białka niż konwencjonalne odpowiedniki – podał specjalista. – Dlatego patrzcie na składy, porównujcie produkty do siebie, a nie patrzcie, czy coś ma napisane „high protein”.
Czytaj też:
Ma prosty skład i 30 g białka. Dietetyczka woli go od serka wiejskiego Czytaj też:
Ma 62 g białka i o 70 proc. mniej tłuszczu. Dietetyczka poleca ten ser z Lidla
