Ta „śmietana” ma 18 proc. tłuszczu palmowego. Ekspertka odradza jej zakup

Ta „śmietana” ma 18 proc. tłuszczu palmowego. Ekspertka odradza jej zakup

Dodano: 
Kobieta na zakupach, zdjęcie ilustracyjne
Kobieta na zakupach, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / Sergey Ryzhov
Jeśli widzisz w sklepie taką „śmietanę”, lepiej czym prędzej odłóż ją na półkę. Składem przypomina tablicę Mendelejewa.

Leży na półce obok śmietany. Wygląda niemal tak samo jak osławiony dodatek do zup i sałatek. Dlatego łatwo o pomyłkę, zwłaszcza gdy robimy zakupy w biegu. Przed nietrafioną inwestycją ostrzega Agnieszka Pocztarska, twórczyni portalu Czytamy Etykiety. W jednym z niedawno opublikowanych materiałów odradza sięganie po kremową ukwaszoną emulsję tłuszczową 18% marki Polmlek. Zobacz, dlaczego włączanie jej do jadłospisu to kiepski pomysł.

Ten produkt tylko „udaje” śmietanę

Bazę emulsji Polmlek jest maślanka, która stanowi 77 procent składu. Kolejne 18 procent stanowi tłuszcz palmowy. Receptura obejmuje też odtłuszczone mleko w proszku, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych (E471), acetylowany adypinian diskrobiowy (E1422), pektyny (E440), karoteny (E160a) oraz żywe kultury bakterii mlekowych. Największe zastrzeżenia budzi drugi z przywołanych produktów. Jest bowiem bogatym źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych (z języka angielskiego saturated fatty acids).

Wysoka zawartość SFA w oleju palmowym sprawia, że jego nadmierne spożycie, podobnie jak tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, może przyczyniać się do wzrostu poziomu cholesterolu, otyłości i zwiększać ryzyko m.in. chorób sercowo-naczyniowych – ostrzega mgr inż. Klara Zglińska w jednym z artykułów opublikowanych przez Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej.

Tymczasem do zrobienia śmietany na dobrą sprawę potrzeba jedynie dwóch składników – śmietanki oraz żywych kultur bakterii mlekowych. Takim „ideałem” jest na przykład produkt marki Łaciate dostępny w popularnych supermarketach, na przykład w ofercie sieci Carrefour.

Produkty wysokoprzetworzone w codziennej diecie

Przetwarzanie żywności samo w sobie nie jest wcale takie złe. To pojęcie obejmuje wiele różnych procesów, między innymi mrożenie, pasteryzację i fermentację, które pozwalają wydłużyć trwałość artykułów spożywczych. Sama obecność dodatków typu „E” w składzie danego produktu nie świadczy jeszcze o tym, że jest on niebezpieczny czy szkodliwy dla zdrowia.

Stopień przetworzenia jest po prostu jednym z elementów, na które możemy zwracać uwagę obok m.in. wartości odżywczej, ilości cukru, soli, tłuszczów nasyconych czy udziału podstawowego surowca – podkreśla Agnieszka Pocztarska w udostępnionym materiale.

Jeśli jednak możemy wybrać między produktem wysoko- i niskoprzetworzonym, warto częściej sięgać po drugi wariant. Pozwala to łatwiej ograniczyć ilość niepożądanych składników codziennej diecie, takich jak na przykład wspomniane już nasycone tłuszcze.

Czytaj też:
Dietetyczka wybrała najlepszy ser z Lidla. W opakowaniu ma aż 62 g białka
Czytaj też:
Dietetyczka poleca ten kefir z Lidla. Ma 3 składniki, ponad 20 g białka i zero zagęstników

Opracowała:
Źródło: Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, Czytamy Etykiety