Dietetycy zwykle odradzają zakup sklepowych parówek. Okazuje się jednak, że nie zawsze trzeba z nich rezygnować. Wśród wielu kiepskich wyrobów można bowiem znaleźć prawdziwe „perełki”, których jakość robi wrażenie nawet na ekspertach. Niedawno takiego nietuzinkowego „odkrycia” dokonała Joanna Kryształ, a swoimi wrażeniami postanowiła podzielić się w mediach społecznościowych. W jednym z materiałów opublikowanych w sieci wskazała najlepsze parówki z oferty Biedronki. Sprawdź, czy masz je w lodówce.
Jakie parówki z Biedronki poleca dietetyczka?
Joanna Kryształ radzi, by sięgać po parówki Głodniaki marki Kraina Wędlin. Na ich korzyść przemawia przede wszystkim wysoka zawartość prawdziwego mięsa. To ważna zaleta, bo wciąż spora część wyrobów dostępnych na rynku ma w składzie MOM, czyli mięso oddzielane mechanicznie. Pod tą dziwnie brzmiącą nazwą kryje się mieszanka tłuszczu i różnego rodzaju „odpady”, takie jak na przykład ścięgna, skóry czy chrząstki.
Kolejnym atutem opisywanego produktu jest – jak wskazuje dietetyczka – krótki, przejrzysty skład i relatywnie niewielka ilość nasyconych kwasów tłuszczowych. Stugramowa porcja parówek zawiera 4,6 g tych związków. Dostarcza za to sporo cennego białka, bo około 15 gramów. Dzięki temu syci na długo i zmniejsza ryzyko podjadania między posiłkami. Warto też podkreślić, że przysmak polecany przez ekspertkę – w przeciwieństwie do wielu innych wyrobów dostępnych na rynku – nie ma w sobie sztucznych wypełniaczy, zagęstników, konserwantów czy wzmacniaczy smaku.
Na co uważać, jedząc parówki?
Pewnym „mankamentem” omawianego produktu jest obecność glukozy w składzie, a także stosunkowo wysoka zawartość soli (1,7 g w stugramowej porcji). Mimo to warto wrzucać go do koszyka podczas zakupów w Biedronce. Trzeba przy tym pamiętać, że zarówno te, jak i inne parówki powinny być jedynie dodatkiem do jadłospisu (spożywanym od czasu do czasu), a nie podstawą codziennego jadłospisu.
Czytaj też:
Polacy masowo kupują ten chleb w Biedronce. Dietetyczka ostrzega, lepiej go omijaćCzytaj też:
To mięso jest zdrowsze niż kurczak. Ma więcej białka i mniej tłuszczu, a Polacy rzadko je wybierają
