Wygląda jak feta, ale ma 22 procent oleju palmowego. Dietetyczka bije na alarm

Wygląda jak feta, ale ma 22 procent oleju palmowego. Dietetyczka bije na alarm

Dodano: 
Sałatka z fetą, zdjęcie ilustracyjne
Sałatka z fetą, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / Jametlene Reskp
Lubisz fetę? Uważaj, w gąszczu sklepowych produktów możesz natknąć się na ser, który do złudzenia przypomina grecki przysmak, ale tak naprawdę ma z nim niewiele wspólnego. Znana ekspertka nie pozostawia złudzeń.

Dietetyczka Paulina Maj wybrała się niedawno na zakupy, by pokazać przykład sztuczki, jaką stosują producenci żywności, by przyciągnąć uwagę klientów. Tym razem wzięła „pod lupę” popularny „ser”, który do złudzenia przypomina klasyczną fetę. Wystarczy jednak jeden rzut oka na etykietę, by przekonać się, że pozory lubią mylić. Specjalistka nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.

Tego „greckiego sera” lepiej nie kupuj

Ekspertka ostrzega przed zakupem produktu marki Delaktis. Na jego opakowaniu umieszczono obrazek, który sugeruje, że mamy do czynienia z fetą, popularnym greckim serem wykorzystywanym często w kuchni jako składnik różnego rodzaju sałatek i innych przekąsek. Śródziemnomorski klimat przywodzi na myśl również zastosowana kolorystyka (biel i błękit). Tymczasem napis widoczny na etykiecie jasno wskazuje, że tak naprawdę chodzi o dodatek do sałatek na bazie mleka krowiego i tłuszczu roślinnego. Tymczasem prawdziwa feta – jak podkreśla Paulina Maj – „to tylko mleko (owcze/kozie), podpuszczka i sól”.

Tutaj mamy miks odtłuszczonego nabiału z tanim utwardzaczem. Skład jest niepokojąco długi jak na produkt, który ma udawać ser. Regulatory kwasowości (E575, E339) dodawane, aby uzyskać odpowiednią teksturę i trwałość, których brakuje przy użyciu roślinnych zamienników. Konserwant (E202 – sorbinian potasu) przedłuża życie produktu na półce. Aromat naturalny: musi „podrabiać” smak prawdziwego sera, bo mieszanka mleka w proszku i oleju palmowego sama w sobie smakuje dość jałowo – zaznacza dietetyczka w jednym z materiałów udostępnionych w mediach społecznościowych.

Producent kusi klientów hasłem „low cholesterol”, czyli w wolnym tłumaczeniu niski cholesterol. Wiele osób daje się nabrać na ten chwytliwy slogan. To kolejna pułapka, przed którą przestrzega ekspertka.

Produkty seropodobne – na co uważać?

Producent usunął ze swojego wyrobu tłuszcz zwierzęcy (uznawany za źródło cholesterolu) i zastąpił go olejem palmowym, który stanowi 22 procent całego składu. Wbrew pozorom ten zabieg wcale nie służy zdrowiu. Użyty „zamiennik” może bowiem wyrządzić organizmowi więcej szkód niż „oryginał”. Trzeba bowiem pamiętać, że dostarcza on sporych ilości nasyconych kwasów tłuszczowych (11,2 g w 100 gramach), które podnoszą poziom „złego” cholesterolu (LDL) we krwi i to – jak zauważa Paulina Maj – bardziej niż wspomniany wcześniej cholesterol w jedzeniu pochodzenia zwierzęcego.

Jeśli zależy Ci na zdrowiu serca, znacznie lepiej kupić mniejszą ilość prawdziwej fety (z mleka owczego) lub chudego twarogu. Zawarty w nich cholesterol w umiarkowanych ilościach nie jest tak szkodliwy, jak wysoko przetworzony tłuszcz palmowy i regulatory kwasowości zawarte w Delaktisie – podsumowuje ekspertka.

Czytaj też:
Bez mąki i cukru, a smakują jak z restauracji. Te naleśniki robię z 3 składników
Czytaj też:
Dino oszalało. Lavazza ponad 15 zł taniej do 26 maja, a to dopiero początek

Opracowała:
Źródło: dietetyk.paulina.maj/Instagram